Kontynuujemy odpowiedzi w temacie duszy na argumenty świadków Jehowy zawarte w książce „Prowadzenie rozmów na podstawie Pism” (wydanej przez Towarzystwo Strażnica).
Świadkowie Jehowy po omówieniu kilku wersetów powołują się na naukowców niebędących świadkami Jehowy, którzy zgadzają się z nimi w kwestii pojmowania duszy. Po pierwsze sami świadkowie pojmują duszę na wiele sposobów (człowiek, zwierzę, krew, osoba, życie) w zależności od tego, na jaki werset trafią. Ta elastyczność ma im zapewnić zwycięstwo w każdej dyskusji a faktycznie czyni ich wiarę niespójną, czego dowodem jest to, że omawiają wersety nie całościowo na jakiś temat, ale w określonej kolejności. Po drugie, powoływanie się na naukowców ma charakter manipulacyjny, ponieważ tak zwana nauka (zwłaszcza w humanistyce) jest pełna sprzeczności i na każdy niemal temat można znaleźć naukowca, który poprze wzajemnie sprzeczne twierdzenia. Nie jest tajemnicą, że wśród naukowców istnieją spory, co już samo przez się jest zaprzeczeniem ich naukowości. Świadkowie Jehowy powołują się na to, co jak przypuszczają posiada autorytet. Zanim wypracują w swoim zainteresowanym zaufanie do „ciała kierowniczego” musza posilać się innymi „autorytetami”. Słowo nauka ma tu charakter niemal nadprzyrodzonej niezawisłości tymczasem jest tylko słowem wytrychem.
Jestem pewien, że każda religia znajdzie jakiegoś „naukowca”, który zgodzi się z jej twierdzeniami, zwłaszcza, gdy je potraktujemy wybiórczo. Na dowód powołam się na docenta Józefa Kosseckiego, który lubi w swoich wykładach cytować „naukowca” prawosławnego mającego jego zdaniem autorytatywnie stwierdzić że katolicyzm to jedyna religia zgodna z nauką.
