Żyjemy w czasach końca. Oczywiście jak prześledzimy historię, to w każdym okresie twierdzono że jest to już czas końca. Nie zawsze jednak chodziło o ten sam koniec i nie zawsze ludzie tak twierdzący mieli ku temu uzasadnione powody. Od czasów apostołów do naszych czasów głównym powodem wyznaczania czasu końca była postawa przypominająca egocentryzm, czyli przekonanie że wokół wówczas żyjących kręci się świat, że oni i ich czas jest wyjątkowy. Takiej skłonności ulegały wszystkie kościoły i wyznania. Na przykład święty kościoła katolickiego i prawosławnego, Marcin z Tours, datę końca świata wyznaczył na okres 375 do 400 roku Pańskiego (n.e.). Inny święty katolicki, Wincenty z Ferrary wyznaczył koniec świata na rok 1412. Świat nauki także miał swojego wieszcza, którzy za pomocą teorii o układzie planet ogłosił dokładną datę końca świata. Był nim Johannes Stöffler, niemiecki matematyk, astronom, astrolog i duchowny, twórca instrumentów astronomicznych oraz profesor na Uniwersytecie w Tybindze. Przewidział koniec świata przez powszechny potop dokładnie na 20 lutego 1524 roku. Należał do tych pechowców którzy przeżyli wyznaczony przez siebie “koniec świata”.
Niedawno świadkowie Jehowy głosili, że w roku 1975 będzie Armagedon. Dla nich nie jest to koniec świata tylko koniec obecnego systemu rzeczy. Teraz nie wyznaczają daty, ale podgrzewają atmosferę jakby miało to nastąpić lada dzień. Praktycznie spodziewają się tego każdego roku choć nie mówią o tym otwarcie i nie wszyscy ulegają temu obłędowi. Sporo różnych sekt głosiło i nadal głosi koniec świata, wyznaczając różne daty. Także zwolennicy nowej duchowości skompromitowali się wyznaczając koniec świata na 21 grudnia 2012 roku.
Niektórzy twierdzą że pierwsi chrześcijanie także spodziewali się szybkiego końca. Faktycznie można takie wrażenie odnieść gdy się czyta powierzchownie Pismo Święte. Przy bliższym zbadaniu okazuje się, że tak nie było.
Kiedy Jan pisał:
